Moje manekiny decoupage'owe są już gotowe. W końcu! Pracy było przy nich niesamowicie dużo, a wszystko robiłam na raty, pomiędzy codziennymi obowiązkami.
Manekiny były krawieckie, bardzo zależało mi na drewnianych nogach. Nie lubię tych nowoczesnych, metalowych trójnóg.
Ponieważ gdzieniegdzie pojawiły się standardowe wgniecenia, pierwszym etapem było szpachlowanie i szlifowanie. Brudną robotę zleciłam mężowi :-) :

Następnie całość pomalowałam czterokrotnie podkładem (dzień po dniu) w celu wyrównania i utwardzenia powierzchni (wszak mają one trwać przez lata!).


Całość także pokryłam farbą w docelowym kolorze. Motywy kwiatowe przymierzałam kilkakrotnie, formując przeróżne wersje sukienek. Tu misternie podklejone kwiatuszki:

Domalowałam górę w odcieniu cielistym, reszta to tradycyjny decoupage. Najbardziej pracochłonne było domalowywanie tła pomiędzy malutkimi różyczkami. I gotowy manekin nr 1 - na słodko, w moim ulubionym turkusie z dodatkiem różu:


I tył:

Całość pokryta supermatowym lakierem (ach, ile go zeszło...).
Początkowo nogi w obu manekinach miały pozostać naturalne, drewniane, ale do ozdobionych jakoś już nie pasowały...
To tyle.
Drugi manekin także jest już gotowy, pracowałam jednocześnie nad obydwoma. Zdjęcia na dniach.
Pozdrowienia dla odwiedzających!
Agnieszka